Zapomniałem klucza i czekając…

6 listopada 2018

Zapomniałem klucza i czekając na współlokatorów poszedłem sobie do kina na „Bohemian Rhapsody”. Okazało się że film jest dość popularny i większość miejsc na środku sali była zajęta. Wybrałem sobie pojedyncze wolne miejsce, pomiędzy dwoma dużymi grupami ludzi, a jako że nie jadłem obiadu postanowiłem kupić sobie podwójną porcję naczosów z salsą i sosem serowym.
Wchodząc do swojego rzędu zobaczyłem, że mój fotel leży między dwoma całkiem ładnymi starszymi babkami koło trzydziestki. Zarzuciły mój fotel płaszczami, torebkami i foliami zakupów. Wchodząc usłyszałem „Czy to pana miejsce?” wypowiedziane z taką pretensją jakbym jej nasrał do buta. „Na to wygląda” odpowiedziałem z szerokim uśmiechem. Z niemałą satysfakcją obserwowałem sprzątanie mojego miejsca i zręcznie wślizgnąłem się na nie stawiając kolę zero w uchwyt który kilka sekund temu zajmowała kawa podniesiona właśnie do ust przez jedną z nich.
Wraz z pierwszą reklamą zacząłem powoli i z namaszczeniem konsumować moje doritosy. Kątem oka widziałem jak babka po prawej odsuwa nogi coraz dalej w stronę swojego seby, z każdym moim kęsem. Powietrze wypełnił słodki smak sosu serowego nazywanego przez koneserów „poczekalnią pkp w środku czerwca”. Ugryzieniom kukurydzianych trójkącików towarzyszył rozkoszny dźwięk chrupiącego grzechy. Moje palce z rozkoszą wodziły po dnie pojemniczka z salsą aby po chwili zanurzyć się w ustach. Loszka po lewej z nadzieją trącała swojego sponsora, jak pies starający się zwrócić uwagę właściciela. On jednak zbyt był zdegustowany sceną gejowskiego pocałunku Freddiego i jego homoprzyjaciela. Przez skórę czułem wstrząsy wież ich samozadowolenia. Niedzielny wieczór przy modnym filmie, który miał być ukoronowaniem próżniaczego popołudnia zakupów w centrum handlowym zmienił się w orgię sosu serowego, odgłosów przełykania koli i okruszków papryki szczypiących w oczy. Mniej więcej w tym samym momencie kiedy król Rocka zauważał własny upadek stojąc w londyńskim deszczu, mnie rozbolała głowa od nadmiaru przypraw. Położyłem plastikowe opakowanie pod nogami, nie omieszkając zostawić brunatnej smugi na papierowej torebce Stradivarius, w którą ta po prawej zamierzała zabrać jutro kanapki do pracy. Z satysfakcją obserwowałem jej rozszerzające się źrenice, kiedy nachylona sprawdzała czy wszystko jest ok tam na dole.
Ogólnie film był raczej dobry, ale chyba nie zostanę fanem twórczości Bryana Singera.
#kino #film #przegryw

No Comments

Comments are closed.