Najpiękniejszy film, jaki w…

11 marca 2021

Najpiękniejszy film, jaki w tym roku obejrzałam zawiera w sobie wszystko, co kocham – sztukę, psychologię, easter eggi i język węgierski.

Tytułowy bohater, Ruben Brandt jest uznanym psychoterapeutą, pomagającym swoim pacjentom rozwiązać dręczące ich problemy za pomocą sztuki. Według swojej filozofii “possess your problems to conquer them”, organizuje terapię w ten sposób, aby jego podopieczni mieli okazję przyjrzeć się swoim problemom z bliska i się z nimi zmierzyć. Jak się jednak okazuje, sam zmaga się z problemami psychicznymi, do rozwiązania których musi wykorzystać filozofię, którą sam głosi…

Animacja wykorzystana w filmie jest dość abstrakcyjna – autor ewidentnie inspiruje się Picassem, stąd bohaterzy o zmultiplikowanych, powyginanych kończynach czy elementach twarzy nie są tam rzadkością. Niemal każda scena zawiera w sobie odniesienie do elementów kultury – literatury, muzyki czy sztuki. Na ścianach wiszą obrazy dopełniające znaczenia danej sytuacji lub dialogu, wzdłuż filmu ciągną się motywy wskazujące na rozwój głównego bohatera, a pozornie nieznaczące referencje pojawiające się na początku nabierają sensu w kolejnych etapach filmu.

Obejrzałam ten film raz. A później kolejny raz, kolejny i kolejny. Obejrzałam już chyba wszystkie filmy wyjaśniające filmowe smaczki i easter eggi, starałam się zidentyfikować jak najwięcej zawartych tam dzieł sztuki, oglądałam sceny z filmu i słuchałam wykorzystanych w nim piosenek raz za razem. Tak, jak z muzyką – niektóre kawałki zaczynamy lubić i stają się dla nas ważne, ponieważ możemy je połączyć z inną, drogą nam dziedziną życia. Być może moje uwielbienie dla tego filmu podszyte jest moją miłością do kultury węgierskiej i szeregowemu mireczkowi nie mającemu nic wspólnego z tym tematem aż tak się nie spodoba – niemniej jednak ja jestem tym filmem oczarowana, znam go już praktycznie na pamięć i gorąco Wam wszystkim polecam. W Polsce dostępny na HBO Go, ale w miarę możliwości zachęcam do obejrzenia go po węgiersku, z angielskimi lub polskimi napisami – oryginalne dialogi dodają filmowi naprawdę dużo uroku.

W załączniku dodaję – w wersji węgierskiej właśnie – moją ulubioną scenę „terapii” poprzez odgrywanie ról z Czerwonego Kapturka (co, swoją drogą, jest również nawiązaniem do Freuda).

„Ruben Brandt, Kolekcjoner” – reżyser: Milorad Krstic

#snuffkinvagyok ← tu czasem piszę o Węgrzech

#film #filmy #filmnawieczor #sztuka #art #malarstwo #psychologia #kultura #gruparatowaniapoziomu #zainteresowania #wegry

No Comments

Comments are closed.